To, że trochę zaniedbałam bloga i Was wcale nie wynika tylko z tego, że rodzinka nam się powiększyła. Zwyczajnie NIC MI SIĘ NIE CHCE. Panujące upały mnie wykańczają - snuję się po nagrzanym mieszkaniu ( 5 piętro w bloku i balkon na wschód...) jak zombie i ciężko jest mi w takiej temperaturze skoncentrować się na czymś konkretnym. Ale w końcu wzięłam się w garść i postanowiłam posnuć się trochę z aparatem po salonie, który powoli nabiera wymarzonych kształtów, chociaż kilka rzeczy jeszcze w nim brakuje.
W końcu wszystkie nasze skorupy, szkła i książki mają swoje miejsce, które zapewniła im i nam niezastąpiona Ikea ;)
W rogu, obok przeszklonej witrynki ze skorupami zarezerwowałam miejsce na stojącą lampę z pięknym, materiałowy abażurem z frędzlami - taką w starym stylu. Mam nadzieję, że wkrótce uda mi się ją upolować ;)
Na metalowej witrynce stoi samowar przytargany ze strychu domu rodzinnego męża, podobnie jak stare radio. Telewizor stoi natomiast na stoliku zrobionym z maszyny do szycia, który z kolei przyjechał do nas z mojego domu rodzinnego :) Uwielbiam takie "strychowe" przedmioty z duszą.
Druga strona salonu jest troszkę mniej "zabudowana". Ściana nad kanapą zieje okropną pustką, którą mam zamiar zapełnić ogromnym lustrem a pod nim półką, na której będą stały świece. Takim oto zabiegiem chciałabym optycznie powiększyć pomieszczenie a światło świec odbijające się w lustrze, doda mu tylko uroku.
Jeszcze sama nie wiem, czy lustro powinno być w prostej drewnianej ramie, czy też w takiej bogato rzeźbionej.
Pozdrawiam!
Ewela